Posts Tagged: b&w

Gongylus Gongylodes – oswojone makro

Oswojone bardzo w cudzysłowiu, bo zmagam się ciągle z technikaliami, a robaki łaskawie mi pozują – o dowolnej porze kiedy zechcę. O inne zresztą o tej porze trudno. Próby ze światłem błyskowym, w warunkach sterylnostudyjnych:

Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 400 wołany w D23. Skan z negatywu.

Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 100 wołany w D23. Skan z negatywu.

I trochę z odbitek:

 Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 100 wołany w D23.

B&W makro – 001

Kodak T-max 400, wołany w D-23 własnej produkcji. Canon F1-New plus mieszek plus Helios 85/1,5. Skany z negatywu – Epson Perfection 2480 Photo.

Kodak T-max 100, reszta jak wyżej.

Quasimodo 2

Zachęcony przyzwoitymi efektami z tekturowym pudełkiem wziąłem się za konstruowanie czegoś bardziej podobnego do użytkowego przedmiotu. Idea pozostała ta sama – opalowa żarówka jako źródło światła, szybka i folia jako ekran rozpraszający, obudowa ze sklejki. W odróżnieniu od poprzedniego na ten egzemplarz da się już patrzeć:

 

Najbardziej palący (dosłownie) problem został rozwiązany – „głowica” zyskała chłodzenie:

Karetka na negatyw nie jest już zintegrowana z „głowicą”.  Mocowanie do Tachichary także się poprawiło:

Wspomniana karetka jest osobną częścią, z zaznaczeniem miejsca układania negatywu:

Obiektyw już typowo powiększalnikowy, pozwalający na obniżenie wysokości pomiędzy obiektywem a maskownicą, co znacznie ułatwia ostrzenie – El-Nikkor 135/5,6:

Zamontowany na niedużym arkuszu spienionego pcv, pomalowanym na czarno. Obiektyw zabezpieczony pierścieniem mocowania obiektywu wyciągniętym z martwej Zorki – gwint m39:

Całość przetestowana na Foma Brom o gradacji normalnej, 18x24cm:

Działa. Idealnie? – nie. Pojawiły się dwa problemy:

- ciężar głowicy – wymaga wprowadzenia poprawek do wypoziomowania samej Tachichary na statywie (ugina się, Tachichara, nie statyw)

- wiatrak powoduje wibracje – musiałem go odłączyć. Możliwości przychodzą mi do głowy dwie – albo będzie się włączał niezależnie od naświetlania, albo muszę go zamontować w sposób, który nie będzie przenosił drgań na „głowicę”

 Ciąg dalszy nastąpi.

Quasimodo

Stykówka z wielkiego formatu cieszy – porażająca ilość szczegółów, ostrość, etc. Stykówka z 4×5 cala cieszy mniej – bo nieduża jest.

Szybki rajd po A* i E* – ceny powiększalników porażające – wielkość jeszcze bardziej.

Może by tak samemu? Po sieci plącze się kilka opisów powiększalników DIY, jednak moją uwagę przykuwa to: http://www.pbase.com/image/57282580

Może by tak spróbować?

W ruch poszły: kartonowe pudełko, taśma klejąca do napraw motoryzacyjnych (klei się jak diabelski ślimak), kawałek przezroczystej pleksy, spienione PCV, reklamówka z grubej białej folii, styropian (robi za odbłyśnik), oprawka żarówki, kawałek kabla z wtyczką, opalowa żarówka 100W.. Całość połączona z Tachiharą pozbawioną tylnej ścianki z matówką.

I… jest. Brzydki jak nieszczęście, istny Quasimodo:

„karetka” na negatywy zintegrowana z „głowicą”:

Całość w użyciu dość kłopotliwa, grzejąca się niemiłosiernie, muszę wywalić ten styropian ze środka i zastąpić go czymś innym, ale – działa:

Papier stary, Fotonowski, zadymiony nieco – ale wrażenie trzymania pierwszego powiększenia z wielkiego formatu bezcenne.

Zmiękczanie Fomy

Zacznę od podziękowań dla użytkowników korex.net.pl – którzy zabrali głos w wątku, za pomysły. Fragmenty tego wpisu będą zawierały treści poruszone w w/w wątku.

W ramach mojego oswajania się z wielkoformatową (4×5″) kamerą powstało kilka negatywów, które odbijałem stykowo. Jako źródła światła używałem średnioformatowego powiększalnika z głowicą kondensorową (miał mi zapewnić stałe warunki naświetlania). Kopioramka własnej produkcji (stąd nietypowe obramowanie na niektórych próbkach). Treści artystycznych na zdjęciach proszę się nie doszukiwać, bo ich tam nie ma – ujęcia są ewidentnie testowe. Papierów używam stałogradacyjnych, barytowych. Skany zrobione na Epson 2480 Photo, z odbitek – nie obrabiane w żaden sposób, zależało mi na pokazaniu różnic pomiędzy zdjęciami a nie dopieszczeniem ich do granic możliwości.

Dopóki używałem przeterminowanego Fotonu o gradacji normalnej problemu nie było – potraktowany W-14 Fomy dawał mi ładną, miękką tonalność. Czy też może precyzyjniej – odpowiadającą mi tonalność, z zachowaną jednocześnie ostrością obrazu. O taką:

Papier jest ewidentnie zadymiony (ma kilkadziesiąt lat), ale W-14 wydobywa z niego sporo. Widać to na zbliżeniu – detale ostre, przejścia tonalne miękkie:

Zachciało mi się nowego papieru – w sklepach foto w małych formatach (do 20×25) jest praktycznie sama Foma. Gradacja normalna zwykle jest na stanie – więc kupiłem. Matko, jakie to kontrastowe! (W-14):

Powyższa fotka to wynik prób dopieszczenia parametrów wywoływania, by uzyskać jak najbardziej zbliżony efekt do zdjęcia na papierze Fotonu. Kombinacje z czasem moczenia i naświetlania nie dały mi nic lepszego ponad odbitkę powyżej. Czarno w cieniach, światła wyżarte – czytałem, że gradację Foma ma zaniżoną (że ‚normalny’ to raczej ‚twardy’) ale żeby aż tak?? Crop poniżej:

Zacząłem szukać bardziej miękkiego wywoływacza pozytywowego – Eukobrom Tetenala miał być bardziej miękki. Przetestowałem, jest, choć bez szaleństwa – odbitki ciągle za twarde (Eukobrom 1:9)

I crop:

Podpytałem chłopaków z Korex-u. Stanęło na tym, że poza użyciem miękkiej Fomy (aktualnie nie maja jej na stanie sklepy, do których pisałem) pozostanie mi spróbować rozcieńczenia wywoływacza lub zmiękczyć źródło światła. W sieci są także informacje o możliwości obfitszego naświetlenia przy skróceniu czasu wywoływania. Grzebiąc dalej znalazłem strony o preflashingu oraz metodzie maski srebrowej.

Na pierwszy ogień poszedł preflashing (Tetenal 1:9, preflashing 0,5 sekundy, czas naświetlania 30 sekund – powiedzmy że „na światła”):

To działa! Pierwszy crop bez preflashingu, drugi z preflashingiem, identyczne parametry naświetlania i wywoływania:

W cieniach za czarno, więc może by tak skrócić czas naświetlania? (Eukobrom 1:9, preflashing 0,5 sekundy, czas naświetlania 20 sekund):

Hmm.. w cieniach owszem, ale w światłach straszy:

No dobra – czas wziąć się za rozcieńczenie. W kuwecie pół litra Eukobromu 1:9, dolewam 450 ml wody destylowanej, mam Eukobrom 1:18, preflashing 0,5 sekundy, czas naświetlania 30 sekund:

Lepiej, ale to jeszcze nie to – crop:

Więcej wody! Do kuwety dolewam 1800 ml H2O, mam Eukobrom 1:54, preflashing 0,5 sekundy, czas naświetlania  40 sekund (tyle naświetlała się optymalna próbka):

No i było by nieźle, gdyby nie to, że na miękkość składa się również rozmycie obrazu – pierwszy crop. Dla porównania crop z normalnego Fotonu na W-14 – to ten drugi:

Popatrzcie chociażby na oczy.

Przyjdzie jednak zdobyć miękką Fomę? A może rozcieńczyć W-14 i preflashować? Poszukiwań ciąg dalszy nastąpi.