Posts By Rafał

szczek, szczek …

Niniejszym publicznie odszczekuję – wszystko to, co powiedziałem na temat dużych powiększeń z małego obrazka. Głosiłem wszem i wobec, że nosa powyżej 18×24 cm nie wychylam nawet, a wszystkich to robiących uważałem za niewrażliwych na ziarno wielkości grochu, rozmyte kontury – ślepych jednym słowem.

Myliłem się.

Wyciągnąłem z szafy opakowanie Fomy, plastikowej, 40x50cm. Blaszany łeb Focomata podciągnąłem pod sufit i popełniłem odbitkę z tego negatywu:

Suszy się:

A ja patrzę w oczy modliszki i nie wierzę:

Powiększenie jest tak na oko 16-krotne – klisza ma 24x36mm, obraz jest kadrowany względem krótszego boku – 380mm/24mm=15,83. Widać pojedyncze ommatidia!

Szacunek dla kliszy i obiektywu.

Gongylus Gongylodes – oswojone makro

Oswojone bardzo w cudzysłowiu, bo zmagam się ciągle z technikaliami, a robaki łaskawie mi pozują – o dowolnej porze kiedy zechcę. O inne zresztą o tej porze trudno. Próby ze światłem błyskowym, w warunkach sterylnostudyjnych:

Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 400 wołany w D23. Skan z negatywu.

Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 100 wołany w D23. Skan z negatywu.

I trochę z odbitek:

 Eos 1V, Helios 40-2 85/1,5, mieszek, MT-24EX. T-MAX 100 wołany w D23.

B&W makro – 001

Kodak T-max 400, wołany w D-23 własnej produkcji. Canon F1-New plus mieszek plus Helios 85/1,5. Skany z negatywu – Epson Perfection 2480 Photo.

Kodak T-max 100, reszta jak wyżej.

Quasimodo 2

Zachęcony przyzwoitymi efektami z tekturowym pudełkiem wziąłem się za konstruowanie czegoś bardziej podobnego do użytkowego przedmiotu. Idea pozostała ta sama – opalowa żarówka jako źródło światła, szybka i folia jako ekran rozpraszający, obudowa ze sklejki. W odróżnieniu od poprzedniego na ten egzemplarz da się już patrzeć:

 

Najbardziej palący (dosłownie) problem został rozwiązany – „głowica” zyskała chłodzenie:

Karetka na negatyw nie jest już zintegrowana z „głowicą”.  Mocowanie do Tachichary także się poprawiło:

Wspomniana karetka jest osobną częścią, z zaznaczeniem miejsca układania negatywu:

Obiektyw już typowo powiększalnikowy, pozwalający na obniżenie wysokości pomiędzy obiektywem a maskownicą, co znacznie ułatwia ostrzenie – El-Nikkor 135/5,6:

Zamontowany na niedużym arkuszu spienionego pcv, pomalowanym na czarno. Obiektyw zabezpieczony pierścieniem mocowania obiektywu wyciągniętym z martwej Zorki – gwint m39:

Całość przetestowana na Foma Brom o gradacji normalnej, 18x24cm:

Działa. Idealnie? – nie. Pojawiły się dwa problemy:

- ciężar głowicy – wymaga wprowadzenia poprawek do wypoziomowania samej Tachichary na statywie (ugina się, Tachichara, nie statyw)

- wiatrak powoduje wibracje – musiałem go odłączyć. Możliwości przychodzą mi do głowy dwie – albo będzie się włączał niezależnie od naświetlania, albo muszę go zamontować w sposób, który nie będzie przenosił drgań na „głowicę”

 Ciąg dalszy nastąpi.

Quasimodo

Stykówka z wielkiego formatu cieszy – porażająca ilość szczegółów, ostrość, etc. Stykówka z 4×5 cala cieszy mniej – bo nieduża jest.

Szybki rajd po A* i E* – ceny powiększalników porażające – wielkość jeszcze bardziej.

Może by tak samemu? Po sieci plącze się kilka opisów powiększalników DIY, jednak moją uwagę przykuwa to: http://www.pbase.com/image/57282580

Może by tak spróbować?

W ruch poszły: kartonowe pudełko, taśma klejąca do napraw motoryzacyjnych (klei się jak diabelski ślimak), kawałek przezroczystej pleksy, spienione PCV, reklamówka z grubej białej folii, styropian (robi za odbłyśnik), oprawka żarówki, kawałek kabla z wtyczką, opalowa żarówka 100W.. Całość połączona z Tachiharą pozbawioną tylnej ścianki z matówką.

I… jest. Brzydki jak nieszczęście, istny Quasimodo:

„karetka” na negatywy zintegrowana z „głowicą”:

Całość w użyciu dość kłopotliwa, grzejąca się niemiłosiernie, muszę wywalić ten styropian ze środka i zastąpić go czymś innym, ale – działa:

Papier stary, Fotonowski, zadymiony nieco – ale wrażenie trzymania pierwszego powiększenia z wielkiego formatu bezcenne.